wtorek, 20 lipca 2010

I Ochocki Dzień Sportu Osób Niepełnosprawnych "Ochota na sport"



Razem możemy więcej, czyli Ochota na sport

14 lipca w gorącej, nie tylko od słońca, atmosferze odbył się I Ochocki Dzień Sportu Osób Niepełnosprawnych „Ochota na sport”.

Organizatorami sportowych zmagań były instytucje i organizacje pozarządowe naszej dzielnicy, pomagające na co dzień osobom niepełnosprawnym, skupione w Koalicji na Rzecz Ochoty - ruchu społecznym środowiska lokalnego:
 Stowarzyszenie Rodziców i Opiekunów Osób Upośledzonych Umysłowo WIARA I NADZIEJA
 Stowarzyszenie OTWARTE DRZWI
 Stowarzyszenie Rodziców i Przyjaciół Dzieci Niewidomych i Słabowidzących TĘCZA
 Środowiskowy Dom Samopomocy POD SKRZYDŁAMI i Klub Integracji Środowiskowej RELAKS przy Ośrodku Pomocy Społecznej Dzielnicy Ochota m.st. Warszawy
 Polska Fundacja Pomocy Dzieciom Niedosłyszącym ECHO.
Wspaniałą przestrzeń do przeprowadzenia zawodów i zabaw integracyjnych udostępniło XLVIII Liceum Ogólnokształcące im. E. Dembowskiego.

Jak na prawdziwe zawody przystało, zaczęło się od rozgrzewki. Ponad 70 niepełnosprawnych uczestników, kibice, wolontariusze, sędziowie i opiekunowie rozciągali mięśnie i ćwiczyli gardła w sportowych okrzykach bojowych. Wszyscy w jednakowych koszulkach z napisem „Ochota na sport” i logo Koalicji.
Po rozgrzewce rozpoczęły się konkurencje indywidualne – bule, rzutki, tenis stołowy, trening aktywności motorycznej oraz trójbój. Zawodnicy nie mieli ograniczeń, mogli próbować swych sił we wszystkich konkurencjach.
Największe emocje wzbudziła rywalizacja drużynowa: wielobój oraz przeciąganie liny – każdy dopingował swoją drużynę, ile mocy w płucach… Do wysiłku motywował też widok pucharów i medali. Dzięki Cukierni „Piast” - Pracowni Mistrzów Cukiernictwa Zygmunt Wypych i Synowie oraz Ośrodkowi Pomocy Społecznej Dzielnicy Ochota m.st. Warszawy został zorganizowany poczęstunek, który umożliwił skuteczną regenerację sił.
Na zakończenie każdy zawodnik otrzymał pamiątkowy dyplom. Były też nagrody, o które zadbał Ośrodek Pomocy Społecznej oraz Stowarzyszenie Otwarte Drzwi.
Bezcenny był widok radości i entuzjazmu na wszystkich twarzach – zarówno uczestników, współorganizatorów, jak i gości. Igrzyska swoją obecnością zaszczycili m.in. Pan Piotr Żbikowski – zastępca Burmistrza oraz Pan Maciej Sotomski – Naczelnik Wydziału Spraw Społecznych i Zdrowia naszej dzielnicy.
Nad bezpieczeństwem czuwali Straż Miejska i Policja, oraz partner medyczny - Medicover Sp. z o.o. Logistycznego wsparcia udzielił Ośrodek Kultury Ochoty.

Tych, którzy nie mieli okazji doświadczyć sportowych emocji, i tych, którzy chcą je powspominać Koalicja na Rzecz Ochoty zaprasza 23 września 2010 na II Ochocki Dzień Otwarty placówek dla osób niepełnosprawnych „Odwiedź nas z Ochotą”. Będzie wystawa fotografii, relacja filmowa, możliwość porozmawiania z zawodnikami, a także okazja do zapoznania się z działalnością ośrodków.

Zadanie „Ochota na integrację”, którego częścią są projekty „Ochota na sport” i „Odwiedź nas z Ochotą”, zostało zrealizowane dzięki dofinansowaniu ze środków m.st. Warszawy.


Magdalena Wyczółkowska




środa, 23 czerwca 2010

poniedziałek, 1 lutego 2010

Ferie w SURMIE


Zapraszamy na ferie do Klubu osiedlowego SURMA, zaglądajcie też do innych placówek OKO- www.oko.com.pl :)

środa, 13 stycznia 2010

Luźna myśl, GO! 4 (33)


Tolerancja i akceptacja – czy te pojęcia rzeczywiście są tożsame?


Dzisiejszy świat wymusza na człowieku znajomość wielu różnych kultur i tradycji. Moda na podróżowanie narodziła się wraz z rozwojem szybkiej i wygodnej komunikacji, a w dzisiejszych czasach można zaobserwować nawet, że stała się elementem życia. Dzięki niej człowiek ma wiele okazji do zapoznania się z dotąd nieznaną odmiennością, a co za tym idzie bardzo często wszczepia ją do swojej rodzimej tradycji. W tak wykreowanym, a zarazem różnorodnym świecie, pojawia się ogromna potrzeba tolerancji i akceptacji, ale czy te terminy są bliskoznaczne?
Słowo tolerancja wywodzi się z języka łacińskiego i oznacza – cierpliwość, wytrwałość, cierpienie. Dziś słowo to jest powszechnie znane i bardzo często używane wobec jakiejkolwiek propagandy czegoś, co budzi jakiś sprzeciw lub jest jakąś nowością. Ludzie nauczyli się wykorzystywać je, może nie zawsze rozumiejąc sens i znaczenie tego terminu.
Natomiast słowo akceptacja ma zupełnie inny wydźwięk w języku łacińskim. Mianowicie łac. acceptatio oznacza przyjęcie (przyjmowanie). Czy więc nadal te słowa pozostają tożsame? Jeszcze przed kilkoma laty mówiło się bardzo głośno i wyraźnie o tolerancji wobec osób niepełnosprawnych (i tym terminem zaczęto ich nazywać, a nie jak wcześniej słowem „inwalidzi”, które dziś ma wyraźne zabarwienie negatywne). Walczono o tolerancję poprzez upowszechnienie tego tematu w spotach reklamowych, ulotkach i na plakatach. Cały problem tkwił jednak w tym, że ludzie akceptowali – czyli przyjmowali z pełną świadomością niepełnosprawność innych, ale jej nie tolerowali w życiu codziennym. W tym przypadku tolerancja miała polegać na przywróceniu tzw. „normalności” funkcjonowania tych osób w społeczeństwie. W takiej sprawie, ta część (zapewne mniejsza) ludzi musiała z łaciny – wytrzymać, znieść, przecierpieć, a po polsku tolerować inność. Tolerancja jest więc pojęciem różnym od akceptacji, ponieważ wymusza pewien cykl zachowań, które siłą rzeczy następują po sobie. Dlatego może współczesnemu człowiekowi tak bardzo trudno jest tolerować odmienność rasową, wyznaniową, seksualną i kulturową, ponieważ posiada tą świadomość, że raz powiedziane słowo „TOLERUJĘ” pozwala wniknąć dotąd nieznanemu światu w naszą codzienność.
Akceptacja jest wyrazem uznania. Mówiąc „akceptuję” oświadczam, że wiem, o co chodzi, znam problem i staram się go zrozumieć. Jednocześnie akceptacja jest pewnym „szklanym murem”, przez który widzimy problematykę zdarzeń, rozumiemy ją, ale ciągle pozostajemy, za ścianą, w bezpiecznej strefie, która chroni nas od wszelkiego rodzaju udziału w tych zaszłościach. Tolerancja natomiast to termin bardziej złożony, wymuszający w nas upowszechnienie problemu, zaakceptowanie go i dopuszczeni do swego świata. Akceptacja i tolerancja pozostają więc bardzo rozbieżnymi pojęciami, które jednak w pewnym momencie wymagają siebie nawzajem.
Adrian Dunst

Liminalna, GO! 4 (33)

„Liminalna” to spektakl grupy „Teraz Poliż” w reżyserii Marty Ogrodzińskiej.
Spektakl ten powstał w ramach akcji: "STOP Przemocy Wobec Kobiet”. Grupę tę tworzą młode kobiety - aktorki i reżyserki.
Liminalnością nazywamy stan zawieszenia, zagubienia miedzy kolejnymi etapami życia, którego drogą ma być pokora, upokorzenie, wspólnota.
Spektakl ten jest kontynuacją pięciu bajek: „Calineczka”, „Kopciuszek”, „Królowa Śniegu” i „Królewna Śnieżka”. Każda z postaci ukazuje inną kreację kobiety we współczesnym świecie. Tematy, jakie są poruszane w sztuce, to handel kobietami, gwałt, dzieciobójstwo, morderstwo i piękno jako próżność. Wszystkie te sytuacje były spowodowane męskim szowinizmem.
Głównymi motywami w „Liminalnej” są: agresja, seksualność, cierpienie, skłonność do stanów depresyjnych i oddanie się mężczyźnie. Sztuka ta pokazuje to w sposób wyolbrzymiony, aby podkreślić wagę tych tematów.
„Liminalna” to spektakl dla każdej osoby o mocnej psychice. Jest to przedstawienie, które trzeba zobaczyć więcej niż raz, ponieważ przekazuje tak wiele prawd, że nie sposób nadążyć za monologami postaci.
Sztuka ta jest wystawiana zwykle za darmo na różnych festiwalach lub w teatrach.

Występują:
Królewna Śnieżka – Kamila Blanka Worobiej
Śpiąca Królewna– Dominika Strojek
Królowa Śniegu– Marta Jalowska
Kopciuszek– Adrianna Kornecka
Calineczka– Dorota Glac

Katarzyna Nicewicz

środa, 6 stycznia 2010

Ochota niebanalna, GO! 4(33)


Nie tylko biznes, czyli słowo o księgarni dla ludzi

Tym razem numer Gazetki Osiedlowej GO! połączył mnie z panią Anną Lech, właścicielką nietypowej i innowacyjnej księgarni przy ul. Korotyńskiego 26. Jej działalność jest najlepszym przykładem, że nie tylko pieniądze liczą się w prowadzeniu własnej firmy, ale można też samemu się rozwijać i działać na korzyść lokalnej społeczności. Droga mailową pani Anna dokładniej opowiedziała mi historię swojej księgarni:

Pomysł, klasycznie, jak pewnie u większości mam, powstał po urodzeniu Gabrysi, mojej najstarszej córki, obecnie 13-latki. Chodziło mi to po głowie, śledziłam nowości na rynku, czytałam książeczki dla dzieci sobie i Gabrysi. Tak sobie wychowywałam dzieci i marzyłam... Tak trochę rozglądałam się za lokalem, patrzyłam, czy nie ma w pobliżu jakiegoś lokalu. I w końcu mobilizacja - najmłodsza córka idzie do przedszkola, ostatni moment, żeby coś zacząć (przez trzy lata dziecko jest pod opieką do 16.00). A jak jeszcze zrobiłam kurs dla mam chcących zmienić zawód i dostałam takie malutki dofinansowanie, to tym bardziej była to motywacja, żeby zacząć. Ćwiczę teraz na moich dzieciach książki (Gabrysia 13, Franek 10 i Hania 4), proszę ich o recenzje. W księgarni staram się mieć różnorodne książki. Prawie nie mam książeczek Disneya, ale za to mam o wodzie wydaną przez PAH, książki o trudnych problemach dzieci wydawane przez fundacje, którym zależy na wszechstronnej edukacji dzieci. Robiliśmy też spotkania autorskie - była np. pani Chotomska. I z czego jestem szczególnie dumna, to dwujęzyczne czytanki - zapraszamy tłumacza, albo osobę dwujęzyczną, czytamy fragment książki w oryginale, a potem po polsku.

Działamy już rok i zaczyna się nam kształtować taki fajny profil księgarni - artystyczny. Robimy zajęcia z decoupage’u dla dzieci od 6 do 10 lat (i dla dorosłych też). Cieszą się dużą popularnością - zaplanowane mamy zajęcia już do Świąt Bożego Narodzenia. W czwartki mamy już właściwie pełną grupę, zapisujemy na piątki. Ruszamy z gałgankami - 24.10 będą pierwsze zajęcia, będziemy szyć króliczki, a 7 listopada coś dla chłopaków - robimy roboty. Nawiązaliśmy też współpracę z przemiłą panią teatrolog, która zorganizuje nam zajęcia teatralne, a zaczniemy od zabawy Halloween, w listopadzie zrobimy Andrzejki, w grudniu będziemy robić bombki i pierniki. Dołączy też do nas koleżanka, która zrobi zajęcia ze sztuki dla dzieci. To, co jest takie fajne to to, że księgarnia przyciąga super ludzi - (głównie Mamy), którzy coś chcą dla dzieci robić i mają prześwietne pomysły. Wspaniała jest taka życzliwość klientów, którzy przychodzą i mówią, że trzymają za nas kciuki.

Trudnością są oczywiście koszty. Niestety, jest to prywatny lokal i jest to mój ogromny koszt. Nie mogę przecież książek sprzedawać po niebotycznej cenie, bo książki to towar luksusowy i nie każdy książkę kupi. A każda reklama kosztuje niestety, ZUS kosztuje niestety i tak dalej. Trzymam kciuki, żebym dała radę, wytrzymała jeszcze rok, może się uda.

Marzenia - mam oczywiście... przede wszystkim marzę, że za naście lat moje dzieci poprowadzą naszą księgarnię. Chciałabym, żeby dalej została takim miejscem z klimatem, z kameralnymi zajęciami dla dzieci, z dobrą kawą i ciasteczkiem, z prasą o książkach dla dzieci, odwiedzana przez autorów i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej...
(Anna Lech)

Nie mam jeszcze dzieci, ale przyznam szczerze- gdybym tylko miała- spędzałabym w „Piątce” całe dnie, bo jest to miejsce przyjazne mamie i dziecku!

Agnieszka Matan